Wielka globalna wyprzedaż ziemi

Posted in rozwój zrównoważony, świat tagi , , , on listopad 8, 2009 by futurewatch

Bogate kraje wykupują na potęgę ziemie rolną w krajach biednych lub rozwijających się. Zjawisko to trwa już kilka lat i zaczyna nabierać prędkości. Wiadomości o olbrzymich transakcjach tego typu są już codziennością. W sierpniu 2009 grupa inwestorów z Arabii Saudyjskiej zapowiedziała inwestycję rzędu 1 mln dolarów w 700 tyś. ha. ziemi rolnej w Afryce, planując stworzenie tam plantacji ryżu. Kilka tygodni wcześniej Korea Południowa zakupiła 700 tyś. ha. ziemi w Sudanie, również pod uprawę ryżu. Hindusi zaś planują zakupić na Czarnym Kontynencie 350 tyś. ha. Grupa biznesmenów z RPA negocjuje kupno 8 mln ha w Demokratycznej Republice Konga. Wg. danych ONZ w ciągu pierwszego półrocza 2009 zagraniczni inwestorzy kupili conajmniej 30 mln ha ziemi w krajach rozwijających się. Dla porównania wg. danych z 1996 r. powierzchnia użytków rolnych w Polsce wynosiła 18,5 mln ha. Obecnie ta wielkość zapewne jest mniejsza ze względu na to, że liczne działki rolne były w ciągu ostatnich lat poddane przekwalifikowaniu na działki budowlane.

W czasie największego szaleństwa na giełdach i rynkach nieruchomości wielu bardziej zapobiegliwych inwestorów przeniosło swoje pieniądze na rynek tzw. commodities (surowce naturalne, żywność, towary np. kawa czy herbata, złoto itp.). To spowodowało, że chociaż żywności na świecie na brakowało, to jej ceny drastycznie wzrosły. Poniżej przedstawiony jest wykres cen ryżu w Tajlandii od stycznia 2000 do czerwca 2009.

riceLudzie biedni w krajach rozwijających się najdotkliwiej odczuli te wzrosty. Często musieli ograniczać ilość spożywanych posiłków. Wybuchały także zamieszki na tle żywnościowym. Na początku 2008 r. niepokoje społeczne zanotowano w blisko 40 krajach na świecie. Zaniepokojona społeczność międzynarodowa zareagowała zwiększając pomoc żywnościową dla najbardziej potrzebujących. Później nadszedł kryzys finansowy i ceny spadły. Jednakowoż wiele państw, które zostały w jakiś sposób dotknięte tym nagłym wzrostem cen, a które jednocześnie miały pieniądze zaczęły wykupywać na świecie ziemię rolną by nie dopuścić do takiej sytuacji w przyszłości. Taką strategię przyjęły m.in. Arabia Saudyjska, Egipt, Libia, Kuwejt, Indie, Południowa Korea, Chiny oraz Japonia. Chiny są ciekawym przypadkiem. W Chinach żyje 40 % rolników świata, przy jednoczesnym 9 % udziale Chin w światowych zasobach ziemi rolnej. Nikogo nie powinno dziwić, że zapewnienie bezpieczeństwa żywnościowego jest priorytetem chińskiego rządu. Strategia Chin zakłada kupno ziemi rolnej zagranicą za technologię, wiedzę, pieniądze oraz rozwój infrastruktury.

Ziemię wykupuje się na całym świecie, jednak Afryka pozostaje w centrum zainteresowania. Dzieje się tak z dwóch powodów. Po pierwsze Afryka ma ogromne zasoby żyznej, doskonałej do uprawy gleby. Po drugie zaś biedne afrykańskie kraje bez większych oporów oddają swoją ziemię rolną wzamian za zastrzyk gotówki. Dzisiejsza sytuacja bardzo przypomina XIX wieczny Wyścig o Afrykę, z tym że tym razem zagraniczne potęgi nie wykorzystują siły militarnej. Najbiedniejsze narody świata wyprzedają swoją własną ziemię, którą powinny wykorzystać żeby się wyżywić. Jest to sytuacja bardzo niepokojąca, jednak zagraniczni inwestorzy przekonują, że w tej transakcji nie ma przegranych. Wyżej wspomniani Saudyjczycy twierdzą, zę produkcja ryżu na 700 tyś. ha., które mają zamiar kupić, przekroczy potrzeby Arabii Saudyjskiej i pozwoli wyżywić również kraje Zachodniej Afryki, które mają roczny deficyt około 2 mln ton ryżu. Według nich będzie wystarczająco dużo ryżu, żeby wysłać go zagranicę oraz jednocześnie wyżywić lokalne populacje. Może jednak przyjść dzień, kiedy nie będzie wystarczającej ilości ryżu, żeby wyżywić zarówno Afrykę jak i Arabię Saudyjską. Ciężko sobie wyobrazić sytuację w której saudyjscy inwestorzy przedłożą potrzeby biednych afrykanów nad potrzeby swoich znacznie bardziej zamożnych i wpływowych rodaków.

Obecnie mamy wystarczającą ilość zasobów, żeby wyżywić całą ludzką populację. Fakt, że około miliarda ludzi chodzi niedożywionych, wynika głównie z nierównomiernego rozkładu zasobów finansowych na świecie. Może jednak przyjść dzień w którym naprawdę zacznie brakować żywności. Takie czasy mogą nadejść o wiele szybciej niż większość z nas sobie to wyobraża. Z powodu zmian klimatu produktywność rolnictwa w krajach rozwijających się ma się zmniejszyć o około 20 % w ciągu następnych 80 lat. Do tego ludzka populacja wciąż rośnie. Każdego dnia trzeba wyżywić coraz większą ilość ludzi. Do 2050 r. ilość ludzi na świecie ma się zwiększyć do około 9 mld. Do tego dochodzą oczywiście takie problemy jak niedobór słodkiej wody, Peak Oil oraz postępujące wycinanie lasów. Biorąc pod uwagę te wszystkie czynniki, działania krajów wykupujących ziemię rolną za granicą nie powinny nikogo dziwić, czy tym bardziej oburzać. Bardzo ciekawe z punktu widzenia przyszłości jest to, że wykupione lub wydzierżawione przez inwestorów ziemie są często strzeżone przez prywatne firmy ochroniarskie. Oczywiście nie są to firmy ochroniarskie, które znamy z Polski ale małe, bardzo dobrze uzbrojone i wyszkolone prywatne armie.

Biorąc pod uwagę wszystkie czynniki wyżej wymienione uważam, że bardzo prawdopodobny staje się scenariusz rozwoju ludzkości znany pod nazwą Fortress World o którym pisałem już wcześniej.

Napisane na podstawie: http://www.redpepper.org.uk/The-great-global-land-grab

Ponad miliard ludzi jest niedożywionych

Posted in świat tagi , , on październik 15, 2009 by futurewatch

Kryzys ekonomiczny spowodował gwałtowny wzrost liczby chronicznie niedożywionych ludzi na świecie. Takie są wnioski płynące z najnowszego raportu Narodów Zjednoczonych na temat głodu. Większość tych ludzi żyje w krajach rozwijających się. Około 642 mln ludzi chronicznie niedożywionych żyje w Azji i krajach Pacyfiku. Ponad 260 mln w krajach leżących na południe od Sahary w Afryce. W Ameryce Łacińskiej, na Bliskim Wschodzie oraz w krajach leżących na północ Sahary w Afryce jest ich około 95 mln. W krajach rozwiniętych liczba głodujących wynosi 15 mln.

http://www.unmultimedia.org/tv/unifeed/d/13702.html

http://edition.cnn.com/2009/HEALTH/10/15/un.world.hunger/index.html

http://www.wfp.org/

Zasada kopernikańska i przewidywanie przyszłości

Posted in filozofia tagi , , , on październik 6, 2009 by futurewatch

Właśnie skończyłem czytać książkę znanego kosmologa J.Richarda Gott’a pt. “Time travel in Einstein’s Universe”. Jest to bardzo ciekawa lektura traktująca o możliwościach podróży w czasie. Nie o tym jednak chciałem napisać. W ostatnim rozdziale książki Gott prezentuje bardzo ciekawą metodę przewidywania przyszłości opartą na zasadzie kopernikańskiej oraz rachunku prawdopodobieństwa.

Gott wymyślił tą metodę podczas zwiedzania Muru berlińskiego w 1969 r. Naukowiec zastanawiał się wtedy ile jeszcze czasu ta budowla, która wtedy dzieliła Europę, przetrwa. Przyjmując za pewnik zasadę kopernikańską, która mówi, że położenie obserwatora w czasie i przestrzeni nie jest w żaden sposób uprzywilejowane Gott rozumował w następujący sposób:

Jeżeli obserwujesz dane zdarzenie lub obiekt w losowym momencie czasu istnienia tego zdarzenia lub obiektu masz 50 % szans, że twoja obserwacja przypadła na środkowe 50 % okresu istnienia obiektu lub zdarzenia. Masz też 25 % szans, że twoja obserwacja przypadnie na początkowe 25 % czasu trwania tego zdarzenia oraz 25 % szans, że twoja obserwacja przypadnie na końcowe 25 % czasu trwania tego zdarzenia. Gdy trafisz na początkowy okres trwania zdarzenia możesz zakładać, że zdarzenie to potrwa jeszcze 3 razy tyle ile trwało dotychczas. Natomiast gdy trafisz na końcowy okres trwania zdarzenia okaże się, że zdarzenie to potrwa jeszcze 1/3 czasu jego dotychczasowego istnienia. Jest to trochę zagmatwane ale logiczne. Oto LINK do rysunku z książki Gott’a który ilustruje te rozważania.

Idąc tym tropem dalej można powiedzieć, że jeżeli obserwujesz zdarzenie lub obiekt w losowym momencie czasu istnienia tego zdarzenia lub obiektu masz 95 % szans, że twoja obserwacja przypadnie na środkowe 95 % czasu istnienia tego zdarzenia lub obiektu. Istnieje również mała szansa, że trafisz na początkowe lub końcowe 2,5 % (2,5 + 2,5 = 5) okresu istnienia danego zdarzenia. Gdy obserwacja przypadnie na początkowy okres istnienia zdarzenia (początkowe 2,5 % okresu istnienia) zdarzenie potrwa jeszcze 39 razy tyle, ile trwało dotychczas. Jeżeli jednak twoja obserwacja przypadnie na końcowe 2,5 % czasu trwania zdarzenia, zdarzenie to trwać będzie jeszcze 1/39 dotychczasowego czasu trwania zdarzenia.

Za pomocą tych matematycznych rozważań można na podstawie przeszłego czasu trwania pewnego zdarzenia ustalić granice określające przyszły czas trwania tego zdarzenia. Gott ustalił tak minimalne i maksymalne czasy przyszłego trwania wielu zdarzeń. Jednym z przykładów jest czas istnienia gatunku Homo Sapiens. Gatunek ten istnieje już około 200 tyś. lat. Zakładając, że nasze czasy nie są w jakiś sposób wyszczególnione mamy 95 % szans, ze żyjemy w środkowym 95 % okresie istnienia gatunku Homo Sapiens. Dzięki temu możemy z 95 % prawdopodobieństwem określić przyszły czas istnienia naszego gatunku. Powinno być to więcej niż 5100 lat (200000 razy 1/39 = 5100) ale mniej niż 7,8 mln lat (200000 razy 39 = 7800000).

Okazuje się, że ten sposób przewidywania długości istnienia zdarzeń i obiektów sprawdza się w rzeczywistości. Historia potwierdziła obliczenia Gott’a w przypadku roku upadku Muru berlińskiego i ZSRR, czasu trzymania się u władzy wielu przywódców politycznych a nawet czasu wystawiania sztuk teatralnych na Broadway’u.

Gott znalazł także ciekawsze implikacje zasady kopernikańskiej. Jeżeli zasada kopernikańska jest prawdziwa, a wielka ilość obserwacji otaczającej nas rzeczywistości mówi że tak, oznacza to, że przyszłość jest determinowana przez ludzką świadomość (a raczej jej istnienie lub nie) znajdującą się w teraźniejszości. Chociaż być może jest odwrotnie i to przyszłość determinuje ludzką świadomość teraz. Każdy z nas zadawał sobie na pewno pytanie dlaczego urodziłem się teraz a nie na przykład w średniowieczu lub w epoce kamienia łupanego lub może w roku 4300 na Marsie?

Otóż zasada kopernikańska mówi, że żaden obserwator nie jest uprzywilejowany w czasie i przestrzeni. Ponieważ w przeszłości liczba ludzi była stosunkowo niewielka, istniała mała szansa, że się wtedy urodzisz. Gdybyś się urodził oznaczałoby to, że twoja pozycja jest uprzywilejowana a zasada kopernikańska to wyklucza. Wynalezienie rolnictwa i rewolucja przemysłowa sprawiły, że liczba ludzi na świecie znacznie się zwiększyła. Dlatego właśnie, czytelniku, urodziłeś się prawdopodobnie w drugiej połowie XX wieku, gdy liczba ludzi na świecie była większa w porównaniu z liczbą ludzi w przeszłości. Po prostu prawdopodobieństwo twojego przyjścia na świat teraz było większe niż w przeszłości.

Powstaje jednak pytanie – skoro większość prognoz dotyczących wielkości ludzkiej populacji mówi, że liczba ludzi na świecie wzrośnie do ok. 12 mld i zostanie na tym poziomie w zasadzie już na zawsze to czemu urodziłem się teraz a nie w odległej przyszłości, gdzie będzie żyło o wiele więcej ludzi niż teraz. Gdyby rozkład wielkości ludzkiej populacji w przyszłości przyjął w/w formę okazałoby się, że nasze obecne położenie jest uprzywilejowane bo istniałaby o wiele większa szansa, że urodzisz się kiedyś w przyszłości (skoro liczba ludzi ma już na zawsze pozostać na poziomie 12 mld). Ponieważ jednak nie żyjemy w takim świecie, rozkład ludzkiej populacji prawdopodobnie przyjmie inna formę. Ludzka populacja w przyszłości znacznie się zmniejszy. Urodziliśmy się teraz bo teraz żyje na świecie najwięcej ludzi – nasza pozycja w rzeczywistości, w czasie i przestrzeni jest dzięki temu nieuprzywilejowana. Wykres wielkości ludzkiej populacji w funkcji czasu przyjmie kształt wąskiego dzwonu. W odległej przeszłości żyło o wiele mniej ludzi niż obecnie. Obecnie zaś żyje więcej ludzi niż w przeszłości. W przyszłości zaś żyć będzie o wiele mniej ludzi niż obecnie co sprawi, że obecnie żyje więcej ludzi niż w przyszłości (czy można bardziej pogmatwać zdanie ? :) ). To właśnie dlatego urodziliśmy się teraz a nie w epoce kamienia łupanego czy w roku 4000. Nasze istnienie zostało zdeterminowane przez rachunek prawdopodobieństwa zanim w ogóle powstaliśmy. Jest to ciekawa teoria ontologiczna warta chociaż kilku minut osobistych rozważań.

9780753813492

Problem z ropą, samochodami elektrycznymi i rzadkimi metalami

Posted in motoryzacja, peak oil tagi , , , on październik 5, 2009 by futurewatch

Wysokie ceny ropy naftowej i globalne ocieplenie sprawiają, że rynek samochodów elektrycznych zaczął rozwijać się na dobre. Większość zwykłych ludzi uważa, że rozwiązaniem problemu ograniczonych zasobów ropy naftowej (jeżeli w ogóle uważają ropę za surowiec nieodnawialny) są właśnie samochody elektryczne. Nawet nie biorąc pod uwagę tego, że ropa nie jest wykorzystywana tylko i wyłącznie w transporcie, można łatwo wykazać, że ci ludzie mylą się.

Do produkcji samochodów elektrycznych potrzebne są pewne rzadkie minerały. Neodym, terb oraz dysproz to kluczowe elementy potrzebne do wytworzenia stopu wykorzystywanego następnie do produkcji magnesów używanych w silnikach samochodów elektrycznych. Z kolei lantan potrzebny jest do budowy baterii samochodowych. Niektóre z tych metali potrzebne są także przy produkcji nowoczesnych turbin wiatrowych. Popyt światowy na te i kilkanaście innych rzadkich pierwiastków ma niebawem prześcignąć podaż, która szacowana jest na około 40 tyś ton rocznie. Do tego Chiny ograniczyły ostatnio eksport tych surowców, co wywołało protesty USA i UE. Prabhakar Patil, szef Compact Power, firmy zajmującej się produkcją baterii, uważa, że możliwa jest zamiana technologii produkcji samochodów elektrycznych na takie, które nie wymagają użycia rzadkich metali.

Trzeba pamiętać o tym, że do produkcji samochodów elektrycznych też potrzebne są surowce nieodnawialne. To samo tyczy się zasilania tych samochodów. W końcu zasila się je prądem, który zwykle powstaje w procesie spalania paliw kopalnych. Niewykluczone, że niedobór rzadkich metali stanie się jednym z głównych powodów przyszłej recesji rynku motoryzacyjnego. W takim wypadku może się okazać, że gdy ropa zacznie się wyczerpywać, samochody elektryczne nie będą rozwiązaniem tego problemu. Wtedy pozostanie już tylko bryczka (bo nawet nie rower – do jego produkcji potrzebny jest plastik i aluminium).

Artykuł na powyższy temat można znaleźć TUTAJ.

Neodym_1-crop

Cztery ciekawe scenariusze przyszłości świata do 2020 r.

Posted in tlumaczenia, wizje przyszlosci tagi , , , , , on wrzesień 15, 2009 by futurewatch

Autorem tych rozważań jest Lawrence Wilkerson. Zostały one opublikowane w specjalnym numerze pisma WIRED w 1995 r. Głównymi osiami niewiadomych, na których Wilkerson skupił swoją uwagę są indywidualizm vs. wspólnota oraz stabilność vs. fragmentacja.

Źródło tłumaczenia jest TUTAJ pod tytułem “How to Build Scenarios”

Scenariusz pierwszy: I Will?

Słabo kontrolowany indywidualizm. Świat rozpada się na skomplikowaną maszynę złożoną z poszczególnych jednostek, zorganizowanych według zawodu aniżeli położenia geograficznego. Transport jest rozpowszechniony i osobisty. Internet staje się głównym medium wymiany informacji, głównie tam następuje interakcja pracownik-pracodawca, tam jest centrum globalnego handlu i tam też ludzie szukają spełnienia osobistych pragnień. Infrastruktura publiczna w Ameryce Północnej staje się coraz bardziej przestarzała, a infrastruktura stanowiąca własność prywatną gwałtownie się rozwija. Technologia coraz bardziej wpływa na kulturę. Ludzie dzielą się na dwie kategorie – ci, którzy mają dostęp do najnowszych technologii natychmiast, oraz ci, którzy na ten dostęp będą musieli poczekać. Grupy etniczne zanikają, na ich miejsce pojawia się homogeniczna masa jednostek, tworzących szeroki, różnorodny wachlarz jednostek. Europa przeżywa stagnację spowodowaną zbyt socjalistycznym podejściem do gospodarki i państwa, Rosja wyrasta na nowe supermocarstwo a Chiny oraz inne kraje rozwijające się stają się wielkim pchlim targiem, który nie rządzi się żadnymi prawami.

Scenariusz drugi: Consumerland?

Indywidualne potrzeby ludzi spotykają się z wielkim biznesem. Świata nie zamieszkują już obywatele, ale konsumenci. Rozwój technologii sprawia, że liczba sposobów na zaspokojenie swoich potrzeb staje się nieograniczona. O względy konsumentów zabiegają silnie wyspecjalizowane firmy, łatwo dostosowujące się do zmian na rynku oraz głęboko wsłuchane w głosy potencjalnych klientów. Większa część pracy umysłowej jest wykonywana przez komputery. Dobra konsumpcyjne są silnie spersonalizowane, ale majsterkowanie i trend „zrób-to-sam” zanika. Rynek rozrywki rozwija się gwałtownie i jest ogólnie dostępny, to powoduje spadek natężenia wszelkiego rodzaju niepokojów społecznych. Nikt już nie protestuje. Elektroniczne głosowanie jest szeroko rozpowszechnione. Rządy to twory działające jedynie na płaszczyźnie wirtualnej, nie mają fizycznie zlokalizowanych siedzib i są okrojone do minimum. Większa część tradycyjnie państwowych gałęzi gospodarki jest prywatna. Ludzie biedni mają szeroki dostęp do „kartek” na różne rodzaje produktów i usług konsumpcyjnych. Południowa Azja i wschodnia część Chin staje się „globalną” fabryką, która produkuje większość dóbr konsumpcyjnych na świecie, samemu konsumując około połowę tego co wyprodukuje. Japonia bogaci się ale umiera tam poczucie obowiązku obywatelskiego. Rosja staje się regionem niespokojnym, gdzie kwitnie zorganizowana przestępczość. Stany Zjednoczone i Europa stają się jednym wielkim parkiem rozrywki.

Scenariusz trzeci: Ekotopia?

Nacisk położony na dobro społeczne. Świat przestaje się rozwijać ekonomicznie. W reakcji na wydarzenia poprzedniej dekady, wysoką przestępczość i chaos, wartości „komunitarystyczne” triumfują nad wartościami indywidualistycznymi. Kontrola państwa zostaje ograniczona, dzięki temu zyskują wiarygodność w oczach społeczeństwa. Z podatków finansowane są różnego rodzaju roboty publiczne, niektóre na dużą skalę. Korporacje przyjmują programy odpowiedzialności społecznej, co jest podyktowane długoterminowymi planami finansowymi. Technologie, takie jak internetowe zakupy, sprawiają, że życie w mieście staje się ekologiczne. Dostęp do Internetu jest zagwarantowany każdemu obywatelowi prawem. Brudne technologie zostają zakazane, co sprawia, że mniej rozwinięte kraje notują skok technologiczny w stronę bardziej czystych technologii. Europa notuje drugi renesans. Później nową młodość przeżywa także Japonia. Kraje muzułmańskie w coraz większym stopniu przyjmują europejski model moralności. Azja i Ameryka łacińska pozostają w tyle i nie przyjmują nowego modelu opartego na zielonych technologiach i podejściu komunitarnym. Powstają tam „wolne obszary ekonomiczne”, gdzie panuje stary model rozwoju świata oparty na konsumpcji. Ameryka północna zostaje zmarginalizowania.

Scenariusz czwarty: New civics?

Następuje deglobalizacja. Niektóre państwa rozpadają się a na ich miejsce wyrastają potężne miasta-państwa. Poziom życia poza miastami-państwami, na obszarach wiejskich jest o wiele niższy niż w regionach zurbanizowanych.  Europa rozpada się na 57 państewek. Ten sam los czeka Chiny, Rosję, Brazylię i Indie. W krajach rozwijających się a także w krajach rozwiniętych na przedmieściach i w starych centrach miast to gangi i zorganizowane grupy zbrojne stanowią prawo i porządek. Obywatele wykorzystują Internet i bazy danych aby informować się nawzajem o zagrożeniach. Średnia długość życia gwałtownie wzrasta, ogólny poziom zdrowia poprawia się. Kwitną wartości obywatelskie. Rządy wykorzystują zaawansowane technologie do organizowania dużych robót publicznych, nawet na skalę globalną. Korporacje podlegają restrykcyjnym prawom chroniącym obywateli, jednak mimo to zwiększają swoje rozmiary. Pojawia się ranking Fortune Global 5000. Wielkie prywatne konglomeraty finansują większość projektów, które niegdyś były domeną ONZ.

———————————————————————————————

Komentarz Futurewatch: Wydaje mi się, że najbardziej prawdopodobnym scenariuszem jest scenariusz czwarty. Nie zgodzę się jedynie ze stwierdzeniem, że średnia długość życia będzie się zwiększać a ogólny poziom zdrowia poprawiać. Moim zdaniem będzie raczej odwrotnie. Utrudniony dostęp do leków i opieki medycznej a także śmieciowe „mc-jedzenie” i zanieczyszczenie środowiska sprawią, że średnia długość życia w krajach rozwiniętych spadnie. Ponadto autor chyba sie troche rozpedzil prognozujac takie zmiany juz w 2020 r. Mysle, ze horyzont czasowy do 2040 r. jest bardziej prawdopodobny.

Woda a przyszłość Bliskiego Wschodu i rejonu Morza Śródziemnego

Posted in ochrona środowiska, sprawa polska, wizje przyszlosci tagi , , , , on wrzesień 14, 2009 by futurewatch

Woda na świecie

Już dzieci w podstawówce uczą się, że chociaż wody pokrywają ponad 70 % powierzchni naszej planety, to tylko 3 % tej ilości nadaje się do picia i wykorzystania rolniczego. Jest to woda słodka, reszta to woda słona. Woda słona zawiera w sobie taka ilość przeróżnych związków chemicznych, głównie soli, że nie nadaje się do picia.

Woda słodka to bardzo rzadki surowiec. Chociaż coraz więcej ludzi w krajach rozwijających się ma dostęp do wody pitnej i kanalizacji to w skali świata (dane na rok 2008):

1)      884 mln ludzi nie miało odpowiedniego dostępu do wody pitnej;

2)      2,5 mld ludzi nie miało dostępu do kanalizacji.

Wzrost populacji i bogacenie się społeczeństwa są dodatnio skorelowane ze zużyciem wody pitnej (do celów konsumpcyjnych, w rolnictwie i przemyśle). Ten prosty fakt oznacza, że zużycie wody słodkiej rośnie i będzie rosło. W wielu miejscach na świecie już teraz dochodzi do konfliktów o dostęp do wody. Z powodu braku wody cierpi rolnictwo i przemysł, co skutkuje zmniejszoną podażą żywności i głodem. Dwa miejsca, w których ten problem w dosyć niedalekiej przyszłości naprawdę da o sobie znać to Bliski Wschód i basen Morza Śródziemnego. Znaczne niedobory wody zdestabilizują te regiony świata, co pośrednio wpłynie na Polskę.

Woda na Bliskim Wschodzie

Woda na Bliskim Wschodzie jest cenniejsza niż ropa. Wiele krajów regionu ma do niej znacznie ograniczony dostęp. Arabia Saudyjska dla przykładu odsala 50 % potrzebnej jej wody, kolejne 40 % to wody gruntowe pobierane za pomocą studni głębinowych, reszta to wody powierzchniowe lub oczyszczone ścieki. Odsalanie wody to bardzo kosztowny proces, zarówno finansowo jak i energetycznie. Tylko ciągły dopływ petrodolarów pozwala Arabii Saudyjskiej odsalać wodę na tak dużą skalę. Odsalanie ma duży, negatywny wpływ na środowisko, ponieważ produktem ubocznym w tym procesie jest solanka, którą zwykle odprowadza się z powrotem do morza. Na Bliskim Wschodzie już w przeszłości dochodziło do konfliktów o wodę. Jednym z powodów Wojny 6-dniowej była strategia Izraela dotycząca zabezpieczenia zasobów wody znajdujących się w Rzece Jordan. Libańczycy zaś od dawna oskarżają Izrael o ograniczanie im dostępu do wody Litani. Ostatnio powróciły napięcia pomiędzy Turcją a Irakiem i Syrią. Turcja chcąc zaspokoić swoje potrzeby buduje tamy na Eufracie i Tygrysie ograniczając tym samym ilość wody, która dopływa do Syrii i Iraku. Irak zmaga się obecnie z suszą wielkości nienotowanej od lat. Ilość opadów w tym roku wynosiła jedynie połowę wartości średniej.

Rozpatrując przyszłość tego regionu trzeba wziąć pod uwagę jego trendy demograficzne i globalne zmiany klimatu. Symulacje przeprowadzane przez naukowców wskazują na to, że zmiany klimatu sprawią, że regiony już teraz suche staną się jeszcze bardziej suche a regiony wilgotne będą notowały zwiększone ilości opadów. Oznacza to, że prawdopodobnie na Bliskim Wschodzie będzie występować mniej opadów. Przyrost naturalny zaś jest tam wysoki od lat i wynosi 3,5 % rocznie. Obecnie żyje tam około 364 mln ludzi, do 2050 r. ta liczba zwiększy się do 600 mln.

To oznacza, że Bliski Wschód jest skazany na katastrofę naprawdę epickich rozmiarów. Bieda i frustracja, jaka wyniknie z powodu braku dostępu do wody zdestabilizuje cały region. Możemy się spodziewać nowych wojen, wzrostu zagrożenia ekstremizmem i terroryzmem (także w Polsce) a także masowych migracji na wschód i północ. Izrael jako państwo prawdopodobnie przestanie istnieć, gdy z powodu braku wody i eskalacji przemocy coraz większa liczba Żydów zacznie emigrować do USA i Europy.

Woda w rejonie Morza Śródziemnego 

Tutaj problem ma trochę inny charakter, chociaż basen Morza Śródziemnego jest geograficznie i etnicznie połączony z rejonem Bliskiego Wschodu. Konkurencja i konflikty o wodę będą tutaj grały mniejszą rolę niż na Bliskim Wschodzie, wzrośnie za to znaczenie zmian klimatu. Najprościej rzecz ujmując symulacje dotyczące zmian klimatycznych wskazują, że basen Morza Śródziemnego zamieni się w jedną wielką pustynię.

Obecnie w tym rejonie świata około 20 mln ludzi nie ma odpowiedniego dostępu do wody pitnej (poniżej 500 m3/mieszkańca/rocznie). W rejonie tym zasoby wodne są ograniczone, podatne na zmiany ilościowe i jakościowe oraz nierównomiernie rozłożone zarówno w czasie (opady występują głównie zimą), jak i w przestrzeni. Sektor rolniczy jest najbardziej „wodochłonny” i stanowi 64 % całkowitego zużycia. W regionie południowym (kraje subsaharyjskie) oraz na wschodzie (rejon lewantu) popyt na wodę wzrośnie najbardziej (tam wzrost populacji jest największy a braki wody już teraz są poważne). Ocenia się, że liczba ludzi bez odpowiedniego dostępu do wody wyniesie w 2025 r. około 80 mln a w 2050 r. wzrośnie do 290 mln. W ciągu ostatnich 30 lat populacja tego regionu przyrosła o połowę. Dodatkowo turystyka także ma swój wpływ na zużycie wody a prognozy mówią o 312 mln turystów odwiedzających ten region po 2025 r. W 2007 r. w Ankarze, w Turcji, susze i wyjątkowo wysokie temperatury zmusiły władze do racjonowania wody. Cypr zaś niejednokrotnie musiał już ją sprowadzać statkami z Grecji. Jeśli już mowa o Grecji, to w kraju tym przez ostatnie trzy lata szalały niszczycielskie pożary. W tym roku strawione ogniem zostały przedmieścia Aten. Grecja nie jest jedynym krajem w regionie borykającym się z tym problemem – pożary wybuchały w ostatnich latach w Hiszpanii, Włoszech, Chorwacji czy Algierii. Zmiany klimatu w regionie Morza Śródziemnego stają się faktem. Będzie tam cieplej i bardziej sucho, co oznacza zmniejszone opady i zwiększone parowanie. Zmiany klimatu wraz ze wzrostem populacji, tak jak na Bliskim Wschodzie, tak i tutaj stworzą w końcu mieszankę wybuchową.

Mechanizm załamania się regionu będzie prosty. Wiele państw będzie miało problemy z utrzymaniem odpowiedniej jakości usług turystycznych (będzie za mało wody żeby zaspokoić potrzeby zarówno mieszkańców jak i turystów), które stanowią poważną gałąź gospodarek regionu. W końcu turyści przestaną odwiedzać te niegdyś atrakcyjne miejsca. To spowoduje załamanie się gospodarek i niepokoje społeczne czy konflikty na dużą skalę. Ostatecznie przewiduję migrację dużych ilości ludzi na północ (zwłaszcza w obrębie Unii Europejskiej). Oznacza to, że kraje europejskie, w tym Polska, będą musiały zmierzyć się z kolejnymi falami uchodźców klimatycznych podążających na północ w poszukiwaniu lepszych warunków życia.

 Źródła:

 http://www.upi.com/Energy_Resources/2009/09/04/Turkey-tells-Iraq-Syria-No-water/UPI-59381252095273/

 http://www.csmonitor.com/2008/0114/p01s03-woeu.html

 http://archive.greenpeace.org/climate/science/reports/fulldesert.html

Chiny ograniczaja eksport metali. Swiat sie niepokoi.

Posted in gospodarka, tlumaczenia, świat tagi , , , , on wrzesień 7, 2009 by futurewatch

Link do oryginału: http://english.cctv.com/program/newshour/20090905/104795.shtml

Tlumaczenie: Futurewatch

Chiny planują zmniejszyć eksport rzadkich metali i rozpocząć budowę rezerw strategicznych tych surowców. Ta decyzja największego światowego producenta rzadkich metali wzbudziła zaniepokojenie na świecie. Sprawdźmy niektóre z reakcji.

The Daily Telegraph donosi, że decyzja Chin może wywołać kryzys w przemyśle high-tech. Na łamach tej brytyjskiej gazety można przeczytać, że światowa konkurencja o surowce i energię weszła w nową fazę, ponieważ wiele państw już teraz ma trudności z uzyskaniem rzadkich metali. US News i World Reports piszą, że przemysł energetyczny w USA opiera się na eksporcie metali z Chin. Restrykcje w eksporcie tych surowców mogą sprawić, że rafinerie zaczną zmniejszać produkcję, co wywoła nowy kryzys energetyczny na skalę całego kraju.

Tymczasem The Times niepokoi się, że plany Chin mogą wywołać globalny spadek podaży metali. (…) Wiele państw, w tym USA, już od dawna gromadzi swoje własne rezerwy metali kolorowych i szlachetnych. USA importuje metale aby chronić swoje własne zasoby. Stany mają drugą co do wielkości rezerwę metali na świecie, stanowiącą prawie 12 % światowych zasobów. Okazuje się jednak, że już w 1999 r. USA zaczęła ograniczać wydobycie krajowe ze względów strategicznych i środowiskowych. Australia i Kanada także zaprzestają wydobycia metali, podaż zaspokajając importem z Chin. Korea Południowa i Japonia importują niemal wszystkie potrzebne im metale z Chin. Metale z importu zaspokajają potrzeby jednej trzeciej japońskiego przemysłu. Kraj ten posiada strategiczne zapasy tych surowców, które starczą na trzy kwartały przy obecnym poziomie produkcji.

Autor: Du Xiaodan   Źródło: CCTV.com

——————————————————————————————–

Metale kolorowe są surowcem nieodnawialnym. Może Polska także powinna pomyśleć o budowie strategicznych zapasów tego typu surowców. Niestety zamiast tego oddaje te aktywa w prywatne ręce np. sprzedając KGHM.

Dlaczego kapitalizm nie działa i przyczyni się do upadku kultury zachodniej

Posted in spoleczenstwo, wizje przyszlosci, świat tagi , , , , , on wrzesień 3, 2009 by futurewatch

Podstawy współczesnego kapitalizmu liberalnego zbudował Adam Smith w swoim dziele pt. „Badania nad naturą i przyczynami bogactwa narodów” (1776). Podstawową implikacją jego dzieła jest stwierdzenie, że wolność poszczególnych ludzi w ich dążeniu do uzyskania materialnej satysfakcji oraz wolna konkurencja między nimi sprawią, że całe społeczeństwo także uzyska z tego korzyści. Krótko mówiąc wolny rynek sprawia, że wszystkim żyje się lepiej a bardziej zaradni życiowo sprawiedliwie dostają więcej. Później teoria wyłożona przez Smitha uzyskała miano ekonomii klasycznej. W ciągu następnych lat, głównie w zeszłym stuleciu, myśl ekonomiczna Smitha ewoluowała w coś, co zostało nazwane ekonomią neoklasyczną, która to dominowała na świecie przez wiele lat XX w. i na początku XXI w.

Adam Smith nie przewidział jednak jednego aspektu związanego z jego teorią. Jest to rodzaj paradoksu, bądź niefortunnego sprzężenia zwrotnego, który sprawia, że świat działający wg. modelu Smitha jest skazany na upadek. Gdybyśmy żyli w świecie bez granic, świecie nieskończonym przestrzennie nie było by problemu, ale w takim świecie niestety nie żyjemy. Paradoks, o którym piszę nosi nazwę „Tragedii dóbr wspólnych” lub inaczej „Tragedii wspólnego pastwiska” (The Tragedy of The Commons). Podstawy tej idei zostały opracowane przez Garreta Hardina w 1968 r. Dobra wspólne, o których mowa to każdy zasób materialny lub niematerialny należący do wszystkich. Każdy człowiek, który chce i ma do tego możliwości, może dowolnie korzystać z dobra wspólnego. Dobra wspólne są mniej lub bardziej powszechne, niektóre są naprawdę rzadko spotykane i często otrzymują wtedy abstrakcyjne pojęcie „wartości”, dzięki czemu można je wymieniać na inne wartościowe rzeczy (np. złoto). Ta rzadkość i wartość sprawiają, że państwo bądź jakaś inna spójna grupa ludzi za pomocą prawa ograniczają dostęp do tych dóbr.

Garret Hardin wyjaśnił problem stosując prostą analogię – analogię pastwiska. Załóżmy, że istnieje pastwisko, na którym pasą się owce. Limit wypasu to dziesięć owiec, gdy ten limit jest przekroczony następuje degradacja ekosystemu pastwiska, ponieważ trawa jest przez owce zjadana szybciej niż może odrosnąć. Na pastwisku pasie się obecnie dziesięć owiec. Każda owca należy do jednego pastucha. Mamy więc dziesięciu pastuchów wypasających na pastwisku po jednej owcy. Ludzie ci wypasają na pastwisku owce, żeby je utuczyć i sprzedać z zyskiem za 1 złoty. Wszystko wygląda pięknie i idealnie, ale idylle burzy jeden z pastuchów. Pastuch o imieniu Donek jest mądrzejszy niż inni i wpada na pomysł, że zarobi więcej gdy będzie wypasał nie jedną ale dwie owce. Kupuje więc za oszczędności drugą owcę. Limit wypasu owiec wynosi jednak dziesięć, kolejna powoduje więc spadek produktywności ekosystemu. Ponieważ jednak mamy dziesięciu pastuchów, koszty zubożenia ekosystemu dzielą się pomiędzy nich wszystkich. Donek w tym momencie „uzewnętrznił” swoje koszty środowiskowe związane z wypasem tej dodatkowej owcy. Każdy pastuch musi zapłacić 1/10 złotego. Zysk dziewięciu pastuchów wynosi więc jedynie 9/10 złotego a zysk Donka 1 i 9/10 złotego. W jakiej sytuacji stawia to dziewięciu mniej obrotnych pastuchów? Otóż spadająca marża sprawia, że muszą dokupić po owcy albo wypadają z biznesu. Nikt nie chce stracić źródła zarobku a poza tym mamy wolny rynek, więc mniej obrotna dziewiątka dokupuje po owcy. Wtedy Donek, chcąc uniknąć spadku swojej marży kupuje trzecią owcę i tak koło się zamyka. W końcu masa owiec niszczy całkowicie pastwisko i wszyscy wypadają z interesu – Donek też. Tak w skrócie rysuje się Tragedia dóbr wspólnych.

Dobrem wspólnym jest jak już pisałem wcześniej każde dobro, do którego wszyscy gracze mają wolny dostęp. Dobrem wspólnym jest przykładowo powietrze, woda, piękno krajobrazu, żywność czy surowce mineralne. Dostęp do niektórych z tych dóbr jest ograniczony, ale to trochę inna sprawa, ważne, że mając pieniądze można uzyskać dostęp do tych ograniczonych dóbr. Gdy pewne dobro jest bardzo powszechne, nie ma ono dużej wartości, skutkiem czego dostęp do niego jest całkowicie darmowy. Tak było do niedawna z powietrzem atmosferycznym. Chociaż wciąż nie płacimy za oddychanie to już np. fabryki czy elektrownie nie mogą już darmowo i w dowolnej ilości wypluwać zanieczyszczeń z kominów do atmosfery. Muszą za tę emisję płacić wykupując odpowiednie pozwolenia i trzymając się odpowiednich limitów emisji. Jest to wyraz zasady „zanieczyszczający płaci”, która jest instrumentem zapobiegającym „uzewnętrznianiu” kosztów środowiskowych. W przeszłości, gdy nie było praw ochrony środowiska każdy mógł wprowadzać do atmosfery dowolną ilość zanieczyszczeń i nie brać kosztów obecności tych zanieczyszczeń w środowisku pod uwagę w swoich budżetach. Było to tzw. uzewnętrznienie kosztów środowiskowych. Brak zasady „zanieczyszczający płaci” powodował, że żaden przedsiębiorca nie miał zachęty do inwestowania w instalacje do utylizacji zanieczyszczeń, bo ponosiłby dodatkowe koszty a przecież każdy chce produkować najtaniej żeby nie wypaść z rynku. Takie są zasady wolnego rynku, które skonstruował Adam Smith. Nawet jakby 90 % przedsiębiorców dobrowolnie umówiłoby się, że ograniczy emisję zanieczyszczeń do środowiska to bezwzględne 10 % by tego nie zrobiła. Te 10 % mogłoby produkować o wiele taniej, zdobywając przewagę nad konkurencją, która z czasem pozwoliłaby im na jej przejęcie lub wyeliminowanie z rynku. Dlatego też nikt dobrowolnie nie godził się kiedyś na ograniczenie swojej emisji, chyba że miał w tym jakiś specyficzny interes. Każdy produkował tyle ile mógł i uzewnętrzniał koszty środowiskowe tak, że rozkładały się one na ogół graczy, czyli całe społeczeństwo. Widzicie podobieństwo do pastwiska Hardina?

Na szczęście ludzie poszli po rozum do głowy i wprowadzili odpowiednie restrykcje prawne, które nie pozwalają kapitalistom maksymalizować swoich zysków kosztem nas wszystkich. Są to np. kary i opłaty środowiskowe, limity emisji zanieczyszczeń do wód i do atmosfery, limity połowów ryb a także system handlu emisjami CO2 (tzw. cap and trade). To jednak nie znaczy, że jesteśmy bezpieczni i że możemy spokojnie patrzeć w przyszłość. Są bowiem dobra wspólne, wolne do podatków czy opłat (lub są to opłaty symboliczne) takie jak korzystanie z ulic, powietrze, woda, strefa wizualno-audialna miast (chodzi mi tutaj o reklamy na bilbordach, które stanowią zanieczyszczenie szkodliwe dla oczu i hałas spowodowany słuchaniem przez kogoś głośnej muzyki czy wywołany np. jazdą na motorze, które to są szkodliwe dla uszu) czy przestrzeń miejska lub wrażenia krajobrazowe. Są nawet takie dobra wspólne, do których używania państwo nas zachęca (przykładem jest tutaj płodzenie potomstwa a zachęta to becikowe – o tym napiszę dokładniej w dalszej części tej pracy).

Ciekawym przykładem dobra wspólnego, za które się nie płaci jest korzystanie z ulic. Dostęp do ulicy ma każdy kierowca posiadający samochód. Jadąc w środku nocy po mieście mamy całą ulicę dla siebie, komfort jazdy jest wtedy duży. Co się jednak stanie, gdy więcej kierowców postanowi użyć tej samej szosy co my, żeby gdzieś dojechać? Oczywiście wynikiem takiej sytuacji będzie korek uliczny. Wszyscy uczestniczący w korku kierowcy tracą praktycznie po równo (czas, nerwy i paliwo). Nikt z nich jednak nie pomyśli, żeby zrezygnować z jazdy dzisiaj, że wtedy będzie mniejszy korek. Nie zrobi tak z oczywistego względu, bo żaden inny kierowca jutro też tego nie zrobi, więc on nie uzyska żadnej korzyści odkładając swój przejazd na później. Tragedia dóbr wspólnych? Jak najbardziej.

 traffic2 Źródło: http://kypublictransit.org/traffic2.jpg

Drugi przykład, jaki chciałbym przedstawić to wrażenia krajobrazowe. Są to wrażenia estetyczne, których doznajemy chodząc na przykład po górach. Wokół widać piękne krajobrazy i ani żywego ducha wokoło. Nareszcie czujemy się wolni. Ale co się stanie, gdy większa ilość ludzi postanowi pojechać w te same góry co my, w tym samym czasie? Nasze wrażenia estetyczne będą spadać proporcjonalnie do ilości ludzi, których spotkamy. Taka sytuacja miała niemal karykaturalne odzwierciedlenie w Tatrach w czasie tegorocznych wakacji. Prasa donosiła, że w kolejce na Giewont ludzie muszą czekać aż trzy godziny. Co to za frajda pojechać w Tatry i czekać tyle w kolejce, żeby móc wejść na wcale nie najwyższą górę w tatrach? Ale czy ktoś z tych turystów pomyślał, żeby nie wybrać się w Tatry w te wakacje, żeby inni Polacy mieli bogatsze doznania estetyczno-krajobrazowe? Wątpię. Raczej nie pojechali, dlatego, że wiedzieli, że ich doznania estetyczno-krajobrazowe będą raczej nikłe a pamiątką z podróży będą tylko nerwy skołatane przez przeciskanie się przez tłum na szlaku.

ZAKOPANE TATRY TURYŒCI T£OKŹródło: PAP / Grzegorz Momot

Innym ciekawym przykładem jest przestrzeń miejska. Przestrzeń miejską rozumiemy, jako przestrzeń na chodniku po której możesz iść (nie wpadając na inne osoby czy nie przeciskając się przez tłum), wolną ławkę w parku czy miejsce w tramwaju i autobusie. Niedawno w Warszawie miał miejsce nieprzyjemny incydent. Drugiego września około 7 rano podczas największego szczytu komunikacyjnego zepsuło się metro. Ruch pomiędzy stacjami Dworzec Gdański a Centrum odbywał się wahadłowo. Perony zaraz zatłoczyły się do granic możliwości. Każdy pasażer kupując bilet otrzymywał dostęp do dobra, jakim był przejazd metrem a ponieważ musiał dzielić ten przejazd z innymi pasażerami było to dobro wspólne. Gdy nagle dobro wspólne zrobiło się rzadkie, każdy pasażer znacznie na tym stracił (czas, dobry humor z powodu sytuacji i tłoku itp.). TVN Warszawa na swojej stronie internetowej donosiła, że dzieją się w Metrze iście dantejskie sceny – „Ludzie wyzywali się nawzajem, popychali się, miażdżyli. Z każdą stacją do wagonika wsiadało coraz więcej ludzi. (…) Wagoniki były przeciążone. Dyspozytor nadawał komunikat żeby nie opóźniać odjazdu pociągu”. Ludzie zaczęli się poszturchiwać, wykłócać”. Warto zauważyć, że nasza małpia natura w przypadkach niedoboru pewnego (w tej chwili bardzo pożądanego) dobra i zagrożenia jakie się z tym wiąże każe nam reagować agresywnie na takie sytuacje. Spokojni i kulturalni zazwyczaj ludzie stają się agresywni i wulgarni. Podobne zjawisko można zaobserwować u kierowców stojących w korkach, im też zdarzają się puszczać nerwy.

metro2 Źródło: fot. Lech Marcinczak / TVN Warszawa

W tym przypadku nikomu nic się nie stało, ale co by było gdyby nie chodziło o dojazd do pracy tylko o przetrwanie? Pamiętacie zamieszki w Nowym Orleanie (USA) po przejściu huraganu Katrina? Większość mieszkańców tego miasta wyjechała lub została ewakuowana. Jednak pewna część populacji (głównie murzyńska) pozostała w Nowym Orleanie. Po przejściu huraganu niemal całe miasto ogarnęła fala powodziowa a potem fala zamieszek i grabieży. Policja przez wiele dni nie mogła poradzić sobie z tą sytuacją. Wielu ludzi, spośród tych, którzy zostali w Nowym Orleanie, szukało schronienia w dużym obiekcie sportowym wszechstronnego użytku Louisiana Superdome. Urzędnicy miejscy nie wyposażyli jednak tego obiektu w dostateczną ilość zapasów takich jak woda, paliwo do generatorów, materiały medyczne czy toalety chemiczne. W kulminacyjnym momencie powodzi schroniło się tam około 20 tysięcy osób. Porządku zaś pilnowało tylko 550 członków Gwardii Narodowej. Sytuacja w budynku była opisywana jako chaotyczna. Były niepotwierdzone doniesienia o użyciu narkotyków, bójkach i gwałtach. Korytarze były pełne ludzkich fekaliów, tak jakby ludzie zamienili się nagle w dzikie zwierzęta. Ostatecznie w Louisiana Superdome zginęło sześć osób. Innym przykładem jest Holocaust i wydarzenia w obozach koncentracyjnych w czasach II wojny światowej. Wielu więźniów zatracało swoje człowieczeństwo. Morderstwa, gwałty czy nawet kanibalizm były na porządku dziennym. Wniosek z tego jest jeden – jeżeli chodzi o dobra wspólne (znacznie ograniczone ilościowo w danym miejscu i czasie), które są niezbędne do przetrwania, takie jak woda czy pożywienie, ludzie chcący uzyskać do nich dostęp potrafią być wobec siebie agresywni, okrutni i bezwzględni. Jest to jednak naturalne, w końcu jesteśmy tylko kolejnym gatunkiem małpy.

Przejdźmy jednak do konkluzji tego artykułu. Dlaczego zjawisko znane pod nazwą Tragedii dóbr wspólnych nieuchronnie musi doprowadzić do upadku kapitalizmu i końca tzw. kultury Zachodu? Żeby to wyjaśnić muszę przez chwilę skupić się na jednym z najważniejszych dóbr wspólnych, jakim jest wolność płodzenia potomstwa. Ludzie niemal na całym świecie uważają, że płodzenie dzieci to ich święte prawo, którego nikt im nie może odebrać. Jedynym krajem jaki wprowadził w tym zakresie ograniczenia są chyba Chiny. Każdy może dobrowolnie planować ilość dzieci. Wielkość rodziny to decyzja, która należy do rodziców. To stwierdzenie ma zastosowanie zarówno do kultury Zachodu jak i kultury muzułmańskiej, chociaż są one często sobie przeciwstawiane. To stwierdzenie ma także zastosowanie do wszelkich mniejszych kultur – plemion pierwotnych czy państw azjatyckich (nie licząc Chin). Można więc przyjąć, że ludzkość może się dowolnie rozmnażać. Jest to nawet zapisane w Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka, która mówi, że rodzina jest naturalną i podstawową jednostką społeczeństwa a wszystkie decyzje dotyczące jej wielkości należą tylko i wyłącznie do samej rodziny. Każdy atak na tą podstawową wolność jest traktowany jako atak na całą ludzkość i jest powszechnie uważany za nieludzki i niemoralny. Zwolennicy zorganizowanej redukcji przyrostu naturalnego i w konsekwencji wielkości ludzkiej populacji są spychani na margines, szykanowani a nawet posądzani o udział w najprzeróżniejszych spiskach z gatunku New World Order. Przyrost populacji jest na rękę wielu grupom społecznym, począwszy od narodów skończywszy na sektach religijnych. Wiele się mówi o tym, że Polki muszą rodzić więcej dzieci, tak żeby mogła zachodzić zastępowalność pokoleń, w innym wypadku nasz system emerytalny może tego nie wytrzymać. Grupy religijne zaś widzą nieograniczone rozmnażanie, jako sposób na zwiększenie ilości swoich wyznawców. Z tego właśnie powodu chrześcijańscy przywódcy religijni z Papieżem na czele nie chcą zaakceptować środków antykoncepcyjnych. Ekonomiści widzą w przyroście populacji szanse dalszego rozwoju gospodarczego, bo więcej dzieci w przyszłości oznacza, że teraz można się zadłużać, bo rachunek spłacą w przyszłości nasze dzieci. Ponadto więcej dzieci w krajach ubogich oznacza tańszą siłę roboczą i większy zysk, za którym idzie wzrost gospodarczy. Politycy natomiast w dodatnim przyroście populacji widzą więcej podatników w przyszłości, więcej innowacji i rąk do pracy. Przykładów jest wiele.

Z tym dobrem wspólnym (każdy ma wolny dostęp do możliwości płodzenia dzieci) jest pewien zasadniczy problem – Ziemia jest skończona przestrzennie a o kolonizacji kosmosu ala Stanisław Lem można zapomnieć. To oznacza, że gdy rodzi się kolejne dziecko trzeba podzielić ograniczoną ilość dóbr wspólnych na coraz to większą ilość ludzi (bo ta sama Powszechna Deklaracja Praw Człowieka mówi, że „wszyscy ludzie rodzą się wolni i równi pod względem swojej godności i swych praw”). Od 1900 r. ludzka populacja urosła z 1,65 mld do 6,7 mld w 2008 r. czyli czterokrotnie. Było to głównie możliwe dzięki wykorzystaniu ropy naftowej. Odkrycie i użycie tego surowca umożliwiło skok technologiczny w dziedzinie transportu, medycyny i rolnictwa. To ropa umożliwiła utrzymanie takiej ilości ludzi. Ogromny przyrost populacji umożliwił z kolei znaczny wzrost światowych gospodarek działających wg. modelu kapitalistycznego. Dlatego też z ustrojem kapitalistycznym kojarzymy wszystko co dobre i tak kurczowo się go trzymamy. Niestety wielce prawdopodobne jest, że tempa wydobycia ropy na obecnym poziomie nie będzie można w przyszłości utrzymać a co dopiero je zwiększyć. Będzie się ono sukcesywnie zmniejszało (patrz Peak Oil). To z kolei uniemożliwi dalszy wzrost populacji ludzkiej, co przełoży się na permanentny „spadek” gospodarczy. Zresztą nawet gdyby ropy było pod dostatkiem, trudno zakładać, że w tym stuleciu populacja ludzka znowu przyrośnie czterokrotnie do 28 mld a to właśnie wzrost populacji jest głównym motorem wzrostu gospodarczego, bo pozwala kreować dług spłacany w przyszłości.

Takie są fakty. Od nas zależy jednak decyzja, co do charakteru spadku gospodarczo-populacyjnego świata. Jeżeli nie ograniczymy dobrowolnie swojej populacji to stworzy to duże zagrożenie dla światowego ładu. Wtedy wzrost populacji będzie kontynuowany przez pewien czas, gdy już sfera gospodarcza świata znajdzie się w permanentnej recesji, co spowoduje, że późniejszy spadek populacji będzie gwałtowny. Jeżeli jednak zdołalibyśmy zahamować wzrost populacji, presja na dostęp do malejących zasobów surowców i dóbr byłaby mniejsza, co pozwoliłoby uniknąć wielu wojen, cierpienia i tym podobnych katastrof, jakie zawsze się pojawiają, gdy wielu ludzi chce uzyskać dostęp do dóbr, które są drastycznie ograniczone ilościowo. Niestety dla nas nikt dobrowolnie nie zgodzi się ograniczyć swoją płodność (bo znaleźli by się ludzie, którzy by tego nie zrobili i uzyskaliby w końcu przewagę nad bezpłodnymi) i nie będzie woli politycznej aby prawnie takie nakazy wprowadzić (polityk, który by to zaproponował zaraz zostałby odsunięty od władzy i okrzyknięty faszystą). Tutaj należy wspomnieć o tym, że nasze systemy moralne pojawiły się wtedy, gdy na Ziemi było mnóstwo miejsca i zasobów naturalnych. Te systemy moralne (m.in. zezwalające na posiadanie nieograniczonej ilości potomstwa) są już nieadekwatne do warunków panujących obecnie, gdy populacja ludzka jest ogromna. Dlatego właśnie nasza niezdolność do przystosowania się do zmieniających się warunków, jakie panują na Ziemi sprawi, że zrujnujemy tę planetę, co przyczyni się do upadku kapitalizmu i naszej kultury. Czego nie zrobią dobrowolnie ludzie, zrobi za nich natura. W 2100 r. Ziemię będzie zamieszkiwać około 1,5 mld ludzi, reszta wyginie z powodu wojen, chorób i przede wszystkim głodu. Dorobek naszej cywilizacji ulegnie w większości zniszczeniu lub zapomnieniu. Tak właśnie wygląda Tragedia dóbr wspólnych.

“Peak Oil to strata energii”

Posted in peak oil, tlumaczenia tagi , on wrzesień 1, 2009 by futurewatch

Tytyl oryginalny: ‘Peak Oil’ Is a Waste of Energy

Autor: Michael Lynch

Publikowano: The New York Times, Sierpien 24, 2009

Link do oryginalu: http://www.nytimes.com/2009/08/25/opinion/25lynch.html?_r=1

Oto przetlumaczony przeze mnie artykul Michaela Lynch’a. Spojrzenie na teorie Peak Oil z innej strony, tej sceptycznej.

——————————————————————————————-

Pamietacie “Peak Oil” ? To jest teoria mowiaca, ze w niedalekiej przyszlosci przemysl naftowy upadnie, co zapoczatkuje koniec epoki ropy i ekonomiczna katastrofe na wielka skale. Ostatniego lata wygladalo na to, ze spadek cen ropy ucina wszelkie dyskusje o Peak Oil. Niedawno jednak glowny ekonomista IEA Fatih Birol napisal artykul w ktorym twierdzil, ze Peak Oil nadejdzie w ciagu nastepnych 10 lat, to jest dekade wczesniej niz przewidywala to wiekszosc powaznych prognoz (chociaz bywaja i pesymisci, ktorzy twierdza, ze Peak Oil mamy juz za soba).

Jak wiele przekonan ocierajacych sie o maltuzjanizm, teoria Peak Oil byla przez wiele lat promowana przez grupe naukowcow i laikow, ktorzy opierali swoje przekonania o slaba analize i mylne interpretacje danych. Ale poniewaz niektore media i slawni ludzie tacy jak J. Schlesinger, byly sekretarz ds. energii czy nafciarz T.B. Pickens biora Peak Oil na powaznie, zrozumialym jest, ze opinia publiczna tez jest zaniepokojona.

Dokladna analiza danych pokazuje nam, ze wiekszosc argumentow teorii Peak Oil jest oparta o anegdotyczne informacje, mgliste odniesienia i ignorancje na temat tego, jak przemysl naftowy przeprowadza poszukiwania a nastepnie eksploatuje nowe pola naftowe. O Peak Oil mowiono juz wiele razy. Zalozyciel Association for the Study of Peak Oil (ASPO) juz w 1989 r. alarmowal, ze Peak Oil zostal osiagniety. Dekade wczesniej J. Schleisinger argumentowal, ze malo prawdopodobne jest zwiekszenie wydobycia ropy w przyszlosci.

Fatih Birol nie jest jedynym czlowiekiem, ktory sie zamartwia. Jednym z glownych oredownikow Peak Oil jest Paul Roberts. Ostatnio pisarz ten wyrazil zaskoczenie i zaniepokojenie, ze plyn wydobywajacy sie z pola naftowego Ghawar w Arabii Saudyjskiej (najwieksze pole naftowe swiata) to w 35 % woda i jej zawartosc wciaz wzrasta. Ciezko jednak mowic ze jest to problem – wzrost zawartosci wody spowodowany jest specjalnie przez Saudyjczykow, ktorzy pompuja wode do srodka zloza aby utrzymac wysokie cisnienie i ulatwic w ten sposob wydobycie. Srednia swiatowa zawartosc wody w plynie wydobywanym z pol naftowych wynosi okolo 75 %.

Inny krytyk, znany konsultant energetyczny i inwestor Matthew Simmons niepokoil sie ostatnio o to, ze inzynierowie naftowi uzywaja metody logiki rozmytej do wyznaczania ilosci ropy znajdujacej sie w danym pokladzie naftowym. Tyle tylko, ze logika rozmyta jest metoda programowania, ktora byla uzywana od kiedy ja bylem w liceum. Uzywa sie jej w sytuacjach, gdzie czynniki sa niejasne i zmienne – czyli wszedzie od fizyki po stosunki miedzynarodowe – i calkiem dobrze sie sprawdza.

Ale to sa tylko najnowsze argumenty. Wiekszosc “Peak-oilowcow” opiera swoja wiare w ta teorie o trzy glowne twierdzenia – swiat odkrywa tylko jedna barylke ropy na trzy lub cztery wypompowane z ziemi, polityczna niestabilnosc w krajach eksportujacych rope stawia kraje importujace ten surowiec w bardzo zlej i ryzykownej sytuacji oraz, ze do tej pory zuzylismy juz polowe z dwoch trylionow barylek ropy, ktore byly schowane pod ziemia.

Zajmijmy sie na poczatek tym pierwszym argumentem. Jest to wyraz ignorancji zwolennikow Peak Oil wobec terminologii uzywanej przez przemysl naftowy. Kiedy nowe pole naftowe zostaje odkryte, ocenia sie jego rozmiary, ktore wskazuja na to ile ropy w obecnej chwili bedzie mozna z niego wydobyc. Ale gdy lata mijaja, te oceny prawie zawsze sa rewidowane w gore, albo poniewaz odkryto wiecej pokladow ropy na danym polu naftowym lub tez z powodu rozwoju nowych technologii, dzieki ktorym mozna wydobyc rope wczesniej niedostepna. Poniewaz geologowie nie uznaja tej dodatkowej ropy za “nowo odkryte zloza” zwolennicy Peak Oil ja ignoruja. Prawda jest zas taka, ze kombinacja nowych odkryc i rewizji ilosci zloz na starych polach naftowych pozwala utrzymac tempo wydobycia na odpowiednim poziomie przez wiele lat.

Z powyzszym zwiazany jest argument, ze czasy “taniej ropy” sie skonczyly i ze jej wydobycie stanie sie coraz trudniejsze, nieefektywne ekonomicznie i energetycznie. Argument ten jest niejasny i bez znaczenia. Persowie caly wiek temu z pewnoscia nie uwazali, ze ich praca jest latwa a trzeba pamietac, ze zmechanizowany i skomputeryzowany wspolczesny przemysl naftowy nie wyglada jak ten z poczatkow ub. wieku. Setki pol naftowych, ktore dzisiaj produkuja “tania rope” bylo kiedys technologicznie niedostepnych.

Kolejnym argumentem podnoszonym przez zwolennikow Peak Oil jest ostatnie przyspieszenie tempa spadku wydobycia ropy na duzych polach naftowych. Uwaza sie, ze jest to rezultat rozpowszechniania sie nowszych technologii w przemysle naftowym, pozwalajacych pompowac rope z ziemi szybciej niz kiedykolwiek. Jest prawda to, ze szybkie wydobycie zmniejsza cisnienie ropy w zlozu i staje sie ono coraz mniej produktywne. Jednakze spadek produktywnosci pojedynczych studni nie znaczy koniecznie, ze cale pole naftowe jest na wyczerpaniu. W ostatnich latach Saudyjczycy dokonali znacznych inwestycji na polu naftowym Ghawar w wyniku czego znalezli nowe zloza i dokonali nowych odwiertow zmniejszajac w ten sposob tempo spadku wydobycia na tym polu naftowym.

Gdy ich chwiejace sie w posadach teorie na temat geologii zostaja obalone, zwolennicy Peak Oil sklaniaja sie ku argumentom dotyczacym niestabilnosci geopolitycznej w wielu miejsach globu. Ryzyko polityczne jednak nie jest nowe – Jozef Stalin na poczatku XX w. byl zwiazany z przemyslem naftowym w Baku.

Podczas kryzysow naftowych w latach 1973 i 1979, gdy cena ropy szybowala w gore, niemal wszyscy eksperci z tej branzy mowili, ze przyczyna tego zjawiska jest niedobor ropy i ze ceny beda juz tylko rosnac. W tym czasie przedsiebiorstwa wydobywcze dywersyfikowaly swoje portfele inwestycji (Mobil zaczal nawet kupowac domy towarowe) a prezydent USA Jimmy Carter rozwijal program produkcji paliw syntetycznych z lupkow bitumicznych. Ludzie wszelkiej masci – politycy, konsultanci energetyczni czy noblisci-ekonomisci uwazali, ze ceny ropy i paliw moga juz tylko rosnac, bez wzgledu na to, ze historycznie nigdy takie zjawisko nie mialo miejsca. Okazalo sie, ze zamiast rosnac, ceny spadaly. Pozniej utrzymywaly sie na niskim poziomie przez nastepne dwie dekady.

Tak jak w latach 70 mielismy arabskie embargo na rope i rewolucje iranska, tak dzisiaj mamy wojne w Iraku oraz niestabilnosc polityczna w Wenezueli i Nigerii. Rozwiazanie dla przemyslu jest jednak jedno i to samo – przeniesc swoje inwestycje w nowe regiony swiata i to wlasnie ma obecnie miejsce. A jednak zwolennicy Peak Oil wykorzystuja nieuchronne opoznienie pomiedzy rozpoczeciem inwestycji na jakims zlozu a jego eksploatacja i dostarczaniem ropy na rynek zeby przekonac nas, ze swiatowa produkcja jest w fazie nieodwracalnego spadku.

W koncu dochodzimy do najbardziej zwodniczego argumentu zwolennikow Peak Oil. Mowia oni nam, ze na naszej planecie znajdowalo sie pierwotnie tylko dwa tryliony barylek mozliwej do wydobycia ropy. Konsensus pomiedzy geologami mowi jednak, ze pierwotne zloza ropy wynosily 10 trylionow barylek. Wiek temu okolo 10 % tej wartosci bylo uwazane za technicznie mozliwe do wydobycia ale postep technologiczny sprawil, ze oplacalnie mozemy wypompowac okolo 35 % – nastepne 2,5 tryliona barylek. Te wyliczenia nie uwzgledniaja innych potencjalnych zrodel ropy takich jak piaski roponosne, ktore z czasem bedziemy mogli w oplacalny sposob wykorzystac.

Ropy pozostaje pod dostatkiem a cena prawdopodobnie spadnie w okolice historycznych poziomow (czyli 30 $ za barylke) w momencie gdy nowe zapasy surowca wydobyte w Zachodniej Afryce, Ameryce Lacinskiej i Wschodniej Afryce trafia na rynek. Ale to nie powstrzyma panikarzy przed przekonywaniem ustawodawcow w Waszyngtonie, ze cena ropy (ktora jest surowcem nieodnawialnym) musi rosnac (to takie wlasnie rozumowanie doprowadzilo do tego, ze rzad Cartera stworzyl Synthetic Fuels Corporation – fiasko, ktore kosztowalo 3 mld $ i nigdy nie wyprodukowalo chocby galona uzytecznego paliwa).

Nie chodzi o to, zebysmy nie szukali lepszych, efektywniejszych ekonomicznie czy czystszych zrodel energii (dlaczego by nie zwiekszac ilosci dostepnych alternatyw?). Nie mozemy jednak dopuscic do sytuacji w ktorej falszywe zagrozenie doprowadzi rzad do wydawania pieniedzy na zwariowane programy rozwoju energetyki odnawialnej czy nakladania niepotrzebnych i drogich ograniczen prawnych na przemysl i obywateli, ktorzy juz teraz sa w kiepskiej sytuacji ekonomicznej.

Krótkie rozmyślania nad cywilizacją i ceną ropy

Posted in peak oil, wizje przyszlosci, świat tagi , , , , , on sierpień 12, 2009 by futurewatch

Jak wiadomo ropa jest tym dla naszej cywilizacji, czym jest krew dla zywej istoty. Dzieki ropie transport na skale swiatowa jest mozliwy. Bez ropy nie ma transportu, bez transportu handel miedzynarodowy zalamuje sie a wraz z nim nie ma globalnej wspolnoty. Nie wspominajac juz o tym, ze ropa to skladnik konieczny przy produkcji lekarstw, pestycydow i nawozow sztucznych. Bez ropy czlowiek wraca do sredniowiecza.

use_by_source_large

stooq.plNie bede pisal tutaj o Peak Oil. Chcialbym sie skupic nad wykresem cen ropy (od poczatku lat 80), ktory zamiescilem powyzej wraz z wykresem kolowym zuzycia paliw na swiecie wg. zrodel energii. Jak widac ropa ma najwiekszy udzial – bez ropy nie ma naszego swiata. Wyroznilem trzy scenariusze ksztaltowania sie przyszlych cen ropy.

1) Scenariusz wysokich cen – ceny nie spadaja juz w tej dekadzie ponizej 50 $ za barylke, pod koniec dekady stale przekraczaja 200 $ za barylke.

2) Stagnacja cen – ceny stale utrzymuja sie w granicach 40 – 70 $ za barylke.

3) Spadek cen – ceny spadaja do wartosci historycznych wynoszacych 20 – 40 $ za barylke.

Wg. mnie ceny ropy zaleza od czterech czynnikow – wielkosci wydobycia, zuzycia swiatowego, spekulacji oraz polityki monetarnej najwiekszych swiatowych mocarstw. Jezeli ceny ropy sa lustrem w ktorym odbijaja sie te cztery czynniki to przyszle ceny ropy to zwierciadlo, ktore przepowie nam przyszle losy cywilizacji. O tym jest ten post.

Scenariusz wysokich cen – dwie rewolucje

Ceny nie spadaja juz ponizej 50 $ za barylke. W miare jak swiat zaczyna podnosic sie z kryzysu finansowego, ceny zaczynaja piac sie w gore. Coraz wieksze zapotrzebowanie na rope sygnalizuja kraje BRIC i inne kraje rozwijajace sie. USA i Europa nie zmniejszaja natomiast tempa konsumpcji tego surowca a tymczasem wydobycie konsekwentnie spada. Do tego okazuje sie, ze produkcja ropy z lupkow roponosnych jest zbyt energochlonna i bardzo zanieczyszcza srodowisko. W miare uplywu czasu i zblizania sie do lat 20 XXI w. ceny szybuja w gore i przekraczaja na stale 200 $, byc moze siegaja 1000 $ za barylke.

Taki stan rzeczy spowodowany jest gwaltownym rozwojem swiatowej gospodarki. Chinczycy w glebi kontynentu, Meksykanie, Brazylijczycy (kosztem lasow amazonskich, ktorych poludniowa czesc przestaje calkowicie istniec) czy nawet Afrykanie zaczynaja masowo wychodzic z biedy. Powstaje prawdziwa globalna klasa srednia. Bedzie to spowodowane nie madra polityka monetarna na szczeblu swiatowym, pomoca miedzynarodowa czy odrodzeniem sie liberalnego podejscia do handlu po wyjsciu z obecnego kryzysu. Powodem gwaltownego wzrostu swiatowej gospodarki bedzie zjawisko dolaczania sie do kapitalistycznej konkurencji o przetrwanie coraz wiekszej ilosci ludzi z krajow trzeciego swiata. Ich ilosc bedzie tak wielka, ze choc pojedyncze oddzialywanie kazdego z nich bedzie male to ogolny efekt spowoduje wykladniczy wzrost gospodarki swiatowej. To bedzie pierwsza rewolucja o ktorej wspomnialem w tytule.

Miliony wychodzacych z biedy ludzi, po odkryciu dobrodziejstw telefonu komorkowego postanowi odkryc rowniez Internet. Przyjdzie czas, w ktorym co miesiac bedzie w skali swiata przybywac miliony nowych internautow. Ta fala zmieni oblicze Internetu na cos czego nie da sie w zaden sposob przewidziec. To bedzie ta druga rewolucja.

Mozna by sadzic, ze to pozytywny scenariusz ale to tylko pozory. Predzej czy pozniej ta fala wzrostu, wieczna hossa bedzie musiala sie zalamac a wraz z nia zalamie sie tez cywilizacja – z braku energii, wody i jedzenia. Lata 20 XXI w. beda prawdopodobnie ostatnim “zlotym” okresem ludzkosci.

Scenariusz stagnacji cen – zielony boom

Ceny wahaja sie w granicach 40 – 70 $ za barylke. Wychodzenie z kryzysu finansowego i handlowego jest powolne. Wprowadzane sa odpowiednie regulacje prawne na szczeblu krajowym w najwiekszych swiatowych gospodarkach oraz na szczeblu miedzynarodowym poprzez Swiatowa Organizacje Handlu, Bank Swiatowy i Miedzynarodowy Fundusz Walutowy, ktore maja za zadanie ograniczac rynkowe ekscesy i nadmierna spekulacje finansowa.

Pod koniec dekady rynek sie ozywia. Czynnikiem ozywienia byly zielone technologie w dziedzinach takich jak ekologiczna zywnosc, zielona motoryzacja, ekologiczne domy i budownictwo, energia odnawialna czy czyste technologie produkcji energii z wegla (Carbon Capture and Storage). “Brudne” sektory gospodarki beda sie sukcesywnie “zazieleniac”. W ten sposob gospodarka otrzyma bodziec rozwoju. Z tego samego powodu uzaleznienie swiata od ropy bedzie coraz mniejsze co oslabi presje na wzrost cen tego surowca spowodowany kurczacymi sie zasobami.

Taki scenariusz to prawdziwa szansa dla ludzkosci. Gospodarka swiatowa w swojej tradycyjnej formie dlugo nie pociagnie poniewaz pozera zbyt duzo surowcow. Dzieki boomowi w zielonych technologiach bedzie mozliwa transformacja gospodarki, stanie sie ona mniej paliwo- i materialozerna przez co bedzie mogla dalej sie rozwijac. Przez to idea kapitalizmu a wraz z nia nasza cywilizacja przetrwaja (przynajmniej do nastepnego stulecia).

Scenariusz spadku cen – dlugotrwala recesja

Ceny spadaja do wartosci historycznych 20 – 40 $ za barylke. Jest to spowodowane dlugotrwala recesja i stagnacja w handlu miedzynarodowym. Zmiany technologiczne z powodu braku funduszy na badania i rozwoj sa bardzo powolne. Ten scenariusz jest dosyc nudny. Nastepna dekada uplywa pod znakiem recesji lub bardzo powolnego wzrostu gospodarczego. Prawdziwe ozywienie pojawia sie dopiero na poczatku lat 20 XXI w. i rozpoczyna sie scenariusz pierwszy, czyli gwaltowny wzrost gospodarki i cen ropy.

Osobiscie uwazam, ze bedziemy swiadkami czegos pomiedzy scenariuszem pierwszym a drugim. Nie wiadomo jednak jak bedzie naprawde, mozna jednak z cala pewnoscia powiedziec, ze kolejna dekada bedzie bardzo ciekawa.